
Na wulkanie
Nie wszystkie chwile na Tannie, Vanuatu, były złe. Wulkan, najbardziej dostępny aktywny wulkan na globie, czyli góra Yasur, to dla wielu turystów jedyne miejsce do zobaczenia na wyspie. Wycieczka za to wcale nie była tak łatwo dostępna, nie była też tania, czego można było się spodziewać, ale warta tych pieniędzy. Nie tylko ze względu na niesamowite widoki, ale też towarzystwo. W końcu, po kilku dniach samotności, miałam z kim porozmawiać!
Wycieczka
Tom, jak pisałam wcześniej, niestety nie mógł być w swoich chatkach ze względu na tragedię rodzinną, a co za tym idzie, nie mógł też zaoferować żadnych wycieczek. Po prostu mi powiedział, chcesz zobaczyć wulkan, idź do resortu. No to poszłam, bo co miałam zrobić? White Grass Resort tak, miał w swojej ofercie wyprawę na wulkan, i to nawet nie o wiele droższą niż normalnie oferował Tom. Kosztowało to mniej więcej 530 zł, a w cena zawierała wyjazd o około 14 (2 godziny w jedną stronę 4×4), dotarcie do parku przed zachodem słońca, obejrzenie pokazówki – tańca i śpiewów lokalnej ludności, wspięcie się na 300metrowy wulkan, czekanie do zachodu słońca, podziwianie strzelającej lawy z krawędzi krateru i powrót do resortu o około 21.

Towarzystwo
Z resortu tym samym transportem wyruszyło ze mną kilkoro turystów z Nowej Kaledonii, wieku mocno średniego, którzy nie mogli nachwalić Vanuatu, jakie ono tanie w porównaniu z Nowa Kaledonia. No cóż. Ja to porównywałam do Chin i dla mnie raczej było kurewsko drogo. Siedziałam cicho i podziwiałam widoki. Na szczęście po przyjeździe do terenu parku, jak sobie usiadłam na widowni, czekając na występ. Miałam akurat lnianą torbę z Polski i po chwili podeszła do mnie jakaś dziewczyna. Okazało się, że też Polka, po latach pracy w Luksemburgu, rzuciła to wszystko w cholerę i zaczęła podróżować. Jak ja się ucieszyłam, w końcu mogłam z kimś porozmawiać!

Wulkan
Góra Yasur to jeden z najbardziej aktywnych wulkanów na świecie. Erupcje towarzyszą mu niemal bez przerwy od momentu zaobserwowania wybuchu w 1774 roku przez kapitana Jamesa Cooka. Jego dokładna wysokość to 361 m n.p.m a obwód krateru ma niemal 400 m. Wejście to pestka. Potem z każdą chwilą robi się zimniej i trzeba cierpliwie czekać aż zrobi się ciemno, żeby cokolwiek widzieć.



Przerażająco piękne
Tak to określił mój siostrzeniec jak zobaczył zdjęcia i filmiki z tego wieczora. Rzeczywiście, chwilami się bałam, a że się osunę z tego krateru, siedzieliśmy na krawędzi, a że jakaś iskra czy lawa trafi akurat we mnie. Nic takiego się nie wydarzyło. Było cudownie. Tylko nikt nam nie powiedział, że fajnie by było mieć jakaś latarkę, bo o ile wchodzić było łatwo, tak schodzić w ciemnościach po wulkanicznym żwirze już nie.







Powrót też nie był najprzyjemniejszy. Wróciliśmy do resortu po 21, w sam raz na piwo. Po 22 zebrałam się, do swojej chatki. Czekało mnie 5 km w totalnej ciemności, ubitą drogą, przez dżunglę. Miałam telefon, ale latarka nie za wiele dawała. To było najszybsze 5 kilometrów w moim życiu!