
Wulkan, Pacyfik i strach.
Honduras był kolejnym krajem Ameryki Centralnej w trakcie naszej wyprawy po Ameryce Łacińskiej. To jednak, gdzie prowadzi wydeptana ścieżka turystyczna, a to, gdzie my wylądowaliśmy, trochę się różniło, sprawiając, że opuściliśmy ten kraj raczej w pośpiechu i jak tylko przekroczyliśmy granicę z Nikaraguą (swoją drogą najgorsze przejście w całej podróży), poczuliśmy ulgę.

Wyspa Amapala


W Santa Rosa de Lima w Salwadorze wsiedliśmy do chicken busa, który nas zawiózł pod samą granicę. Granice między państwami są dość specyficzne, trochę trzeba się przejść, ale przy okazji można sobie wymienić pieniądze u cinkciarzy (o dziwo super kursy mieli, raj cinkciarski skończył się dla nas w Kostaryce). Z granicy wsiedliśmy do kolejnego busa, potem kolejnego, by w końcu wsiąść do łódki. I tak oto dotarliśmy na Wyspę Tygrysa w Zatoce Fonseca. Patrząc na mapę można się zachwycić – wyspa wulkan (783 m) i przy okazji najdalej wysunięty na południe wulkan Hondurasu, jaskinia Syreny, plaże wokół wyspy i co mi się wydało najfajniejsze z tego wszystkiego, wyspa na tyle mała, że da się ją obejść w ciągu kilku dni. Czego chcieć więcej?
Choluteca
Jak było i dlaczego nie było tak, jak to sobie wymyśliłam patrząc na mapę, opiszę w osobnym poście. Fakt pozostaje, że trochę uciekaliśmy i z wyspy i z kraju. Mając jednak wielką niechęć do przekraczania granic po zachodzie słońca (i słusznie, chyba się zgodzicie?), naszą drogę ucieczki podzieliłam na dwie części z noclegiem w Cholutece, największym mieście i stolicy departamentu o tej samej nazwie. Poza tym, że Choluteca jest jedynym honduraskim dużym miastem na trasie panamerykańskiej drogi, drugim najgorętszym miastem w Hondurasie i że jest pretty weird, nie mam o tym miejscu nic do powiedzenia. Może oprócz tego, że jak chcecie zobaczyć prawdziwy Honduras, jego normalność, codzienność, to i Wyspa Tygrysia, i Choluteca i San Marcos de Colón, w którym mieliśmy przesiadkę na vana do granicy, są doskonałymi miejscami do tego. Trzeba jednak mieć, gdzieś z tyłu głowy, że można po prostu nie być do tego przygotowanym. W sumie trudno mi powiedzieć, co tak rażąco innego było tutaj, w południowym Hondurasie, od nieturystycznych miejsc w pozostałych krajach Ameryki Centralnej, ale z jakiegoś powodu wydawało nam się bardziej ekstremalnie. Do dyskusji – jeśli ktoś ma inne doświadczenia, piszcie śmiało. Z chęcią poczytam o Waszych przygodach.
Gdzie się zazwyczaj jeździ w Hondurasie

Nie będę tu się rozpisywać, no bo jak, nie byłam. Traktuję to bardziej na zasadzie, jak wrócimy do Ameryki Centralnej, to o te miejsca możemy zahaczyć. Honduras to przede wszystkim wysepki na Morzu Karaibskim (tam mieliśmy jechać, ale nie wyszło, ponieważ się bałam, że nam czasu nie starczy, żeby spokojnie dołączyć do znajomych w Kolumbii; my bad).
Oto turystyczne standardy Hondurasu:

- Prosta droga – jedzie się do miasta La Ceiba i stamtąd albo na Roatán albo na Utilę, albo Cayos (ta przy Utili bądź Cayos Cochinos). Plażing, snorkling, nurkowanie.
- Z kolei, przy granicy z Gwatemalą znajdują się wpisanę na listę UNESCO ruiny miasta Majów Copán, gdzie oprócz świątyń, hieroglifów, zobaczycie mnóstwo ar żółtoskrzydłych (narodowy ptak Hondurasu).
Bardziej odważni jeżdżą jeszcze:

- nad największe jezioro Hondurasu – Yojoa. Można się zatrzymać w Los Naranjos, popływać kajakiem na jeziorze, zahaczyć o eko-park archeologiczny czy przejechać się nad wodospad Pulhapanzak.
- na rafting na rzece Cangrejal czy zwiedzanie Parku Narodowego Pico Bonito (przy okazji pobytu w La Ceiba).
- do Rezerwatu Rio Platano w regionie La Mosquita.
- do stolicy ;).

Trudno mi stwierdzić na ile prosto i bezpiecznie jest zapuszczać się samemu do wspomnianych wyżej parków czy rezerwatów. Na pewno znajdą się podróżnicy, którzy pojechali tam na własną rękę i spotkali mnóstwo cudownych ludzi, nic złego się nie stało i przez cały czas czuli się komfortowo bla bla bla. Moim zdaniem, trzeba sobie zdawać sprawę, że to nie spacer nad Morskie Oko i warto się dowiadywać, sprawdzać, jak wygląda sytuacja lokalnie i czy nie lepiej nie pojechać gdzieś wycieczką zorganizowaną.
Mnie osobiście to się nawet bardzo podoba…:)
Myślisz, że podczas drugiej wizyty w Hondurasie nie będziemy chcieli opuścić ten kraj, jak najszybciej?