Menu
Matalata
  • Blog
  • Kategorie
    • Afryka
      • Maroko
    • Ameryka Środkowa
      • Belize
      • Gwatemala
    • Ameryka Południowa
      • Boliwia
      • Chile
      • Ekwador
      • Kolumbia
      • Peru
    • Ameryka Północna
      • Dominikana
      • Kanada
      • Kuba
      • Meksyk
    • Australia i Oceania
      • Australia
      • Nowa Zelandia
      • Vanuatu
    • Azja
      • Chiny
      • Indonezja
    • Europa
      • Wielka Brytania
    • Film
    • Życie w podróży
  • Współpraca
  • Kontakt
Matalata
Amapala, sunset, Honduras

Noclegi z piekła rodem

Posted on January 23, 2026January 23, 2026

A na dobranoc opowiem Wam o najdziwniejszych, najstraszniejszych czy najbardziej ekstremalnych noclegach podczas moich podróży czy innymi słowy opowiedzieć o tym,
że wszystkiego nie da się zaplanować. 


Tanna, Vanuatu

Rocky Ridge Bungalows, Tanna Vanuatu
Moja Chatka, Tanna, Vanuatu

Jedną z największych zalet bycia nauczycielem w Chinach były wakacyjne przerwy, ponieważ zarówno ferie zimowe, jak i letnie dawały mi co najmniej dwa miesiące wolnego. Zawsze  starałam się ten czas zaplanować tak, żeby zobaczyć jak najwięcej się dało, pracując np. jako wolontariuszka, podróżując ze znajomymi i na samym końcu, pozwalając sobie na odrobinę “luksusu” (czytaj: państwo, do którego trudniej się dostać, lepszy standard noclegowni, czy cokolwiek odchodzącego od typowego backpackingu na baaardzo małym budżecie). I tak było w owym roku. Wyjazd na Vanuatu, czy jakąkolwiek wyspę na południowym Pacyfiku marzył mi się od podstawówki, kiedy to jak zahipnotyzowana czytałam kolejne numery Poznaj Świat (National Geographic dopiero raczkował w Polsce. Niestety miałam jedynie tydzień, więc nawet nie próbowałam planować skakania z wyspy na wyspę w tym państwie, a skupić się na jednej i tak mi wyszła Tanna ze słynnym wulkanem. Starając się być świadomym podróżnikiem, rezerwując nocleg, od razu odrzuciłam hotele, których właścicielami są Australijczycy czy Chińczycy i wybrałam bungalowy rodowitego Tannańczyka. 

W sumie powinnam zacząć od tego, że często (jeśli nie zawsze) to, co wydaje nam się nie tak z danym miejscem, jest tak naprawdę nie tak z nami, ok, przepraszam, tu: ze mną. Otóż, ja się boję wielu rzeczy, między innymi ciemności (panicznie), tego, że jestem sama (nie, że singiel, tylko że w sytuacji, która jest dla mnie niekomfortowa, nie ma nikogo oprócz mnie, dosłownie nikogo). Do tego, jak większość z nas, nie przepadam za insektami potencjalnie chodzącymi po mnie czy ssącymi moją krew, oraz za gryzoniami samopas chodzącymi po przestrzeni (pokój, mieszkanie), w którym urzęduję. 

I teraz wróćmy do Tanny i mojego superaśnego domku tuż przy Blue Hole nad samym oceanem. Zalety bycia gdzieś poza sezonem zazwyczaj znacznie przewyższają wady, ale w tym przypadku ta reguła niestety nie zadziałała. Na kilka domków, które stanowiły “resort”, tylko jeden był zajęty, mój. Trójkę pracowników z kolei reprezentowali właściciel z żoną oraz jedna kobietka odpowiedzialna za gotowanie i sprzątanie. Ośrodek, oprócz tego, że położony nad samym oceanem, oddalony był od pierwszego sklepu o 20 km, więc jakby wykupienie posiłków było koniecznością, jeśli nie chciało się umrzeć z głodu. I teraz, wyobraźcie sobie, że po pierwszej nocy, właściciel mi mówi, że przez najbliższe dni będę sama, bo oni mają pogrzeb i muszą wspierać rodzinę, a kucharka zachorowała. Dał mi kluczyk do kanciapy w palnikiem, pokazał, gdzie jest ryż, marchewka, cebula i jajka, i odtąd sama sobie gotowałam coś, za co zapłaciłam (dużo). Najgorsze jednak były noce, które na tej szerokości geograficznej zapadają szybciej niż w polskie lato. Po 6 było już zupełnie ciemno. Zero light pollution może jest i fajne, ale jak jest się samemu między oceanem (sezon sztormowy), a dżunglą ( z mężczyznami upojonymi kavą w krzakach) wszystko, każdy najmniejszy hałas dodawał kolejnego siwego włosa czy wrzodu żołądka. Chyba nigdy się tak nie bałam w swoim życiu i te wszystkie wieczory i noce udało mi się jakoś przetrwać płacąc setki za internet mobilny (na wyspie nie było wifi), żeby porozmawiać z bliskimi.

Tengchong, Chiny

Teaching, balon nad parkiem wulkanicznym
Tengchong, Park Geologiczny

Teraz bardziej na wesoło, wracamy do Chin, jedne z pierwszych wypadów z moim przyszłym mężem, Chiny podczas tzw. Golden Week czyli październikowego święta narodowego. Istne szaleństwo, bo wszyscy mają wolne, czyli obojętnie, gdzie by się nie zdecydowało jechać, to i tak trzeba zakładać wielkie tłumy i problemy ze znalezieniem noclegu. Ale to przecież nie może się przytrafić nam, my wiemy, że trzeba coś zarezerwować w kilkumiesięcznym wyprzedzeniem, o nawet coś na booking.com się znalazło i nie trzeba było kombinować jak koń pod górkę z chińskimi aplikacjami. No ta co, jedziemy do Tengchong (miasto na zachodzie Junanu, z wulkanami, gorącymi źródłami, i tradycją teatru cieni). Trochę szukaliśmy naszego hostelu, ale w końcu trafiliśmy. Jak pan otwierał nam drzwi to się lekko zdziwił, że widzi laowai-i, i nawet coś powiedział, tyle że po chińsku, więc nie załapaliśmy. Pokazał kanapę w przedpokoju (hostel był jakby w normalnym dwupiętrowym domu i na parterze był po prostu taki salon), zrozumieliśmy, że mamy sobie spocząć, spoko, normalnie, na początku i tak trzeba się zarejestrować i załatwić formalności. Poczęstował fajką, dał Pawłowi do przymierzenia czapkę wojskową, i w ogóle śmiesznie było. W końcu przeszliśmy do rzeczy. Pan cały czas twardo do nas po chińsku, więc odpaliłam tłumacza i wyszło, że się nas pyta, co tu robimy. My mu na to, jak to co, do Tengchongu na zwiedzanie przyjechaliśmy, a tu mamy nocleg. A on nam na to, “co? Nie, nie macie. Wszystkie pokoje już zajęte”. A my: “ale jak to, przecież rezerwowaliśmy”, i wyciągam mu potwierdzenie z blokingu. On tak patrzy i w śmiech: “Aaaa, booking, no tak, kiedyś założyłem konto, ale od kilku lat tam nie wchodzę, bo hasła zapomniałem”. My, panika w oczach, co teraz? Wszystko już przebrane, zostały tylko jakieś hotele z czapy z kosmicznymi cenami. On tak patrzy na nas i nas do swojej kanciapy prowadź. Pokoik 2 na 2, gdzie połowę przestrzenie zajmowały schody na swego rodzaju antresolę, na której był materac, a pod którą była jego garderoba z mundurami. I tu nam przyszło spędzić noc. Plus taki, że pan chciał rozwiązać problem i że nie wylądowaliśmy na ulicy. 

Wyspa Amapala, Honduras

Amapala, Honduras, zaniedbany ośrodek, metalowe krzesła
Amapala, Honduras, zaniedbany ośrodek
Czy to hotel czy już urbex?

Ta opowieść, to z kolei lekcja dla wszystkich tych, którzy lubią chodzić własnymi ścieżkami. Powiem tak, na wszystko jest odpowiedni czas i miejsce. Nieturystyczne miejsca w Hondurasie na pewno nie należą do tych zakątków, przynajmniej dla nas, w których warto zbaczać z utartej ścieżki. Cóż, trzeba powiedzieć, że cale wybrzeże Pacyfiku najlepiej przejechać jak Najszybciej, żeby się dostać z Salwadoru do Nikaragui, bądź na odwrót. Ja za to lubię mapy. Godzinami mogę je oglądać, powiększać, kombinować. I tak sobie wykombinowałam, że Wyspa Tygrysia z wulkanem o tejże nazwie będącym do tego szczytem Hondurasu musi być po prostu fantastycznym miejscem na ziemi i nie możemy tego ominąć w naszych wędrówkach po Ameryce Centralnej. 

Nie będę Wam tiu opowiadać całej historii wyspy i tego jak zmiana polityki ekonomicznej kraju zmienia losy miejsc. Powiem jedynie, że na tej wysepce jest garstka noclegowni, które nie wiadomo dlaczego oferowały średni standard za mocno wyśrubowane ceny. Studiując pin ie mapę natrafiłam jednak na jakiś ośrodek, z którego właścicielką udało mi się skontaktować na whatsappie i myślałam, że wszystko jak tak, jak powinno być. 

Kilka chicken busów, łódkę i tuk-tuka dalej dotarliśmy nad coś, co na mapie wyglądało jak rajska plaża. W rzeczywistości okazało się być oplażą rybacką, gdzie rybacy oczyściwszy ryby, rzucali ich wnętrzności powrotem do wody lub na plaże ku uciesze wszędobylskich czarnych sępów. Ale to plaża. Nasz ośrodek – wyobraźcie sobie ośrodek wypoczynkowy z końcówki lat 80-tych zeszłego wieku, który przez  ostatnią dekadę stał nieużywany. Brak internetu czy blacha zamiast drzwi to był pikuś, w porównaniu z brakiem pitnej wody, rozlatującą się toaletą za blachą falistą, bezpańskimi psami szalejącymi na posesji, której ogrodzeniu nie brakowało jedynie furtki. (Ameryka Centralna – tu nie ma miejsca na akcje ‘wsi spokojna, wsi wesoła”, to, co można trzeba okratować, opłocić, drzwi ozdobić najlepszymi zamkami). W nocy Aniu na chwilę nie zmrużyliśmy oka, barykasudąc drzwi, za którymi ktoś ciągle przechodził (a byliśmy jedynymi gośćmi). Choć mieliśmy zostać na wyspie jeszcze dwa dni, uciekliśmy o świcie. Małym wyznacznikiem stanu łazienki może być to, że mój mąż mógłby umierać z potrzeby, ale nie skorzysta. Zdarzyło mu się to dwa razy – tu i w Meksyku.

Valladolid, Meksyk

Valladolid - napis
A miasto stało się jednym z moich ulubionych, z tych, które odwiedziliśmy w Meksyku

W ten sposób skoczyliśmy do Valladolid. Z Pawłem podróżowaliśmy przez Amerykę Łacińską prawie dla lata, więc nie trzeba podkreślać budżetowości naszej wyprawy. Tam, gdzie się dało próbowaliśmy Couchsurfingu, czyli w uproszczeniu darmowego nocnego u lokalnych hostów. I tak trafiliśmy do Carlosa. Opinie miał bardzo dobre, nieliczne zdjęcia lokalu też wyglądały dobrze, słowem nie było nic, co mogłoby wywołać niepokój. Dopóki nie doszliśmy do jego domku. Trzy razy sprawdzałam czy to na pewno ten numer. Na działce okalającej rozpadający się domek było małe śmietnisko, większość odpadków do recyklingu, ale mimo wszystko – góry śmieci. Przed samym wejściem do domu stał stół z kilkoma stołami, wiecie takie plastikowe meble ogrodowe. Takie typowe białe, z tą małą różnicą, że te były czarne i kto nie brudem typu kawa się wylała, tylko z czarną pleśnią nieodwracalnie wżartą w strukturę materiału. Nigdy nie zapomnę miny Pawła, który bardzo chciał usiąść (byliśmy zmęczeni po sześciogodzinnej jeździe vanami i 5-kilometrowym spacerem z plecakami), ale nie miał odwagi spocząć na krześle pokrytym grzybem. A to były dopiero początki. Chłopak mieszkał z mamą, kilkoma psami, kotami, kurczakami. Powiedzenie, że tam było brudno to eufemizm. Odchody zwierząt walały się wszędzie, i w aneksie kuchennym i w łazience.W sumie nie wiem, dlaczego nie uciekliśmy od razu. Zmęczenie, brak odwagi powiedzenia kolesiowi, że skromne warunki – rozumiem, ale stan tego lokum nie nadawał się do zamieszkania, o zapraszaniu kogokolwiek nie mówiąc. Jak tylko wzeszło słońce podziękowaliśmy i skłamaliśmy, że zmieniły nam się plany i nie możemy dłużej zostać. Wiem, straszne, że nie byliśmy w stanie powiedzieć prawdy w oczy.

Skorpiony na dzień dobry, Kostaryka

Dom na wzgórzu, Kostaryka
Dom na wzgórzu

No bo darowanemu koniowi… Co z kolei łączy się z naszą przygodą w Kostaryce, gdzie mój kolega ma Vinci, czyli takie posiadłości ziemskie. Na jednej mieszkał sam i hodował kaczki, kozy i inne takie, a drugą dopiero, co kupił. Zdążył na niej wybudować nowoczesną szopę z panelami, posadzić kilka drzew, ale nie za bardzo mial czas, żeby zabrać się za dom na tej posiadłości. Tylko, że jak nas zapraszał, powiedział, że moglibyśmy się zatrzymać w jednym z jego domów, który co prawda nie był przez jakiś czas zamieszkały, ale ma super wyposażoną kuchnię. Traf chciał, że wybieraliśmy się do niego z San Jose w Sylwestra, który jest naszą rocznicą poznania się i wstępnie umówiliśmy się na to, że nas odbierze z przystanku, zabierze do supermarketu po jakieś najważniejsze rzeczy na ten dzień i nowy rok, zostawimy bagaże i razem pójdziemy na przyjęcie do jego znajomego. Plany mocno się zmieniły, jak tylko zobaczyliśmy, gdzie będziemy mieszkać przez następne dwa tygodnie. Brakujące szybki w oknach, drzwi zamknięte na gwóźdź, wyposażenie domu w postaci frani i spróchniałego łózka z materacem po przejściach i z jednym pokojem, w którym podłoga zapadła się. Kuchnia była dość sporym pomieszczeniem, ale oprócz wbudowanego zlewu, nic w niej nie było. Okazało się, że wyposażenie jest, ale w szopie, o której wspomniałam na początku. Wszystko w stanie takim, że trzeba było to szorować (np. Lodówka, którą ktoś po prostu odłączył od prądu i zamknął drzwiczki; wszystko przegnite). Tak że zamiast tańczyć, śpiewać i bawić się do rana, skończyliśmy szorując wszystko, myjąc podłogi na kolanach, piorąc to, co się dało, zasłaniając okna, czym się dało, żeby ograniczyć ilość różnej maści owadów gwarnie przybywających, by dotrzymać nam towarzystwa. Kilka dni po naszym przyjeździe kolega stwierdził, że warto by dom spryskać, żeby zabić wszystkie węże i inne takie, więc czasami człowiek się budził i wpadał na wykonującego taniec śmierci skorpiona. W nocy też trochę strachu mieliśmy, szczególnie jak nakarmiono nas historiami o sąsiedzie gangsterze i po tym jak sami zaobserwowaliśmy, że dziwne rzeczy do siebie zwodzi późno w nocy, albo jak goście w mercedesach pomyłkowo do nas zajeżdżali. Trochę niepotrzebnie oglądaliśmy tam Narcos. 

Finca Billa, Ekwador

Ekwador, finca kawy
A poza tym widoki super

Finki mają to do siebie, że są z dala od cywilizacji, po zachodzie słońca jest ciemno i że są doskonałymi miejscami do prowadzenia biologii. Niby super, ale dla mnie jedynie na dzień lub dwa, nie na dłuższy okres. Kawowa finca w Ekwadorze przy granicy z Kolumbią stała się naszym domem na cztery tygodnie. Decydując się na ten wolontariat wiedzieliśmy, że nie ma tam zasięgu, ale miał być prąd i internet. Jedzenie było zapewnione, tzn. podstawowe rzeczy potrzebne do gotowania i przyrządzenia posiłków. Cała lista reguł korzystania z drewnianej chatki na nóżkach była przywieszona w pokoju dziennym. Jedzenie chowamy do lodówki widniało na samej górze i nie bez kozery, bo już pierwszej nocy okazało się, że mieszkamy z myszami. Małe myszki, ok, nic strasznego, ale jak wiesz, że chodzą na belce tuż nad twoją głową, jedzą cokolwiek nieopatrznie zostawisz poza lodówką i nawet skubane nie czekają aż sobie z kuchni pójdziesz. Średnio dwie myszy łapały się w pułapki co noc. Do tego mieliśmy wyjątkowego pecha po pięć razy w ciągu naszego pobytu była awaria prądu, czyli po zachodzie słońca w tych górach nic nie było widać. Ja sobie odpuszczałam nawet wychodzenie na fajkę. Wiecie o jaką ciemność chodzi? O taką, że nawet swojej ręki nie widać. Pająki, skorpiony w wychodku po treningu w Kostaryce już tak nie szokowały, ale za każdym razem, jak wieczorem musiałam wyjść z chaty to się bałam, a w chacie przechodził mnie dreszcz.

Jak mi się będzie coś przypominać, dopiszę. A Wasze doświadczenia z noclegami z piekła rodem?

Previous

Podobało Ci się? Prześlij dalej:

  • Click to share on Facebook (Opens in new window) Facebook
  • Click to email a link to a friend (Opens in new window) Email
  • Click to share on LinkedIn (Opens in new window) LinkedIn
  • Click to share on WhatsApp (Opens in new window) WhatsApp

Like this:

Like Loading...

Mogą Cię zainteresować:

2 thoughts on “Noclegi z piekła rodem”

  1. blitzlag says:
    January 25, 2026 at 10:47 am

    Z olbrzymią przyjemnością przeczytałem (od deski do deski), tę żywą i pełną humoru relację z podróży:) Tak trzymać!

    Reply
    1. laskowska.marta says:
      January 26, 2026 at 12:04 pm

      Super! Bardzo się cieszę!

      Reply

Leave a Reply to blitzlag Cancel reply

Skomentuj

Your email address will not be published. Required fields are marked *

  • Facebook
  • Instagram
  • YouTube

Znajdź mnie:

Wpisy chronologicznie

  • INTI RAYMI W COTACACHI

    INTI RAYMI W COTACACHI

  • Odkryj Xishuangbanna: Tropikalna Oaza w Chinach

    Odkryj Xishuangbanna: Tropikalna Oaza w Chinach

  • Casa Seibel

    Casa Seibel

  • Nie samym Acatenango Gwatemala stoi

    Nie samym Acatenango Gwatemala stoi

  • Cerro Baúl - płuca Xeli?

    Cerro Baúl - płuca Xeli?

  • Hiszpański w Xeli

    Hiszpański w Xeli

  • Laguna Chicabal

    Laguna Chicabal

  • Nawet Xela ma swój Irish Pub

    Nawet Xela ma swój Irish Pub

  • Odpustowa Xela

    Odpustowa Xela

  • Teatro Municipal de Quetzaltenango

    Teatro Municipal de Quetzaltenango

  • Xela - jak dojechać?

    Xela - jak dojechać?

  • Xela - Quetzaltenango

    Xela - Quetzaltenango

  • Powrót do Gwatemali

    Powrót do Gwatemali

  • Tapachula - miasto więzienie?

    Tapachula - miasto więzienie?

  • CaSa, Centro de las Artes de San Agustín Etla

    CaSa, Centro de las Artes de San Agustín Etla

  • Matalata w Aguas Amargas
    Aguas Amargas
  • Anning gorące źródła
    Anning
  • Mano del Desierto
    Antofagasta
  • Brystol Badminton
    Brystol
  • recepcja
    Casa Seibel
  • CaSa Centro de las artes san Agustin, Etla Oaxaca
    CaSa, Centro de las Artes de San Agustín Etla
  • Widok z Cerro Baul, Xela, Gwatemala
    Cerro Baúl – płuca Xeli?
  • Cerro Quemado
    Cerro Quemado
  • Chichen Itza
    Chichen Itza
  • Kunming widok z balkonu
    Chiny – początek
  • Arena Pepe Cisneros, wejście
    Co robią dzieci w niedzielny wieczór?
  • Co się wydarzyło na dworcu w Santa Clara?
  • 2026 (2)
  • 2025 (15)
  • 2024 (5)
  • 2023 (3)
  • 2022 (34)
  • 2021 (2)
  • 2020 (22)
  • 2019 (13)
  • 2018 (13)
  • 2017 (5)
  • 2016 (2)
  • 2013 (2)

©2026 Matalata | WordPress Theme by Superb WordPress Themes
 

Loading Comments...
 

    %d