
Najlepszy hostel w Nowej Zelandii!
The Lazy Cow w Murchison, Nowa Zelandia, był moim pierwszym WorkAway’em i muszę Wam powiedzieć, że nie mogłam trafić lepiej. Atmosfera jak w domu, wspaniałe jedzenie, no i towarzystwo!
Ludzie
Po pierwsze właściciele, Ali i Phil, Brytyjczycy, tak przyjaźni, życzliwi i mili. Phil do tego uwielbia zagadki logiczne, tak że w salonie hostelu miałam sporo puzzli do układania i zagadek do rozwiązania. Za hostelem znajduje się ich restauracja, Cow Shed, gdzie każdego dnia Ali i Olka, dziewczyna ich syna, przygotowywały przepyszną pizzę oraz inne dania robione od podstaw. Posiłki nie były w umówię workaway’owej, ale Ali i tak dawała nam mnóstwo swoich przecierów i innych przysmaków. Oprócz tego praktycznie codziennie miałyśmy pizzę. Ich syn, Ryan, ze swoją dziewczyną to kolejne dobre dusze, które napotkałam na swojej drodze. Muzyka Ryana jest podkładem do mojego filmiku.
Po drugie, inne wolontariuszki, Moe, Japonka i Klara z Hiszpanii, również się przyczyniły do cudowności mojego pobytu. Zresztą z Klarą nie rozstałam się w Murchison. Pojechałyśmy razem na stopa na północ wyspy.
Po trzecie, podróżnicy, którzy zatrzymywali się w The Lazy Cow. Co dzień pojawiał się jakiś ciekawy podróżnik z równie ciekawymi historiami.

Hostel
Samo miejsce wygląda jak duży dom, co jest prawdą, bo pierwotnie to był po prostu duży dom. Pokoje są radosne, kolorowe, łazienki i inne pomieszczenia komunalne zadbane i funkcjonalne. Do tego taras i ogródek. Trudno o przyjemniejsze miejsce.




Szczegóły
Chcecie wiedzieć więcej? Zapraszam: