
Ocean, wulkany, namorzyny, kanion i ….
Honduras mieliśmy już za sobą, i jeśli ominął Was wpis o naszym przykrótkim pobycie w tym kraju Ameryki Centralnej, to powiedzmy sobie szczerze, w momencie jak tylko doszliśmy od kanciapy, w której trzeba było wziąć formularz potrzebny do przekroczenia granicy z Nikaraguą, poczuliśmy ulgę. Nic to, że przekraczanie nikaraguańskiej granicy okazało się najdłuższym i najgorszym przekraczaniem granic (zarówno “do”, jak i “z”), jakiego doświadczyliśmy w życiu, ale już sekundę po odebraniu paszportu z pieczątką było super. Trzy tygodnie, zero pośpiechu, miejsca, które pamięta się nie dlatego, że trzeba było uciekać, tylko dlatego, że miało się ochotę zostać. W tym wpisie – nasza trasa z grudnia 2022, noclegi, które się sprawdziły (albo nie), i kilka spostrzeżeń z drogi.

Somoto

5-8/12 (Hostal San José)
Somoto to pierwszy przystanek i od razu poczuliśmy różnicę w porównaniu do Hondurasu: spokój, porządek, ludzie uśmiechnięci, choć bez przesadnej wylewności. Hostal San José to standardowy, czysty hostel z podstawowym wyposażeniem. Śniadanie w cenie, kawa pitna. Okolica cicha, bo Somoto to raczej baza wypadowa do kanionu niż miasto, które tętni życiem do późna. Same kaniony – na osobny wpis, ale powiem tyle: warto. I nie trzeba być mistrzem pływania.



León
8-11/22 (Hostal El Rio)



León powitał nas upałem oraz wszelkimi odgłosami, dźwiękami i zapachami skończonego targowiska, zaczętego święta. Hostal El Rio, położony niedaleko od centrum (i od mercado, z którego odjeżdżają vany i checked busy), w sam raz na spacer. Dobre naleśniki na śniadanie, tańsze pokoje strasznie duszne i głośnie; droższe o wiele przyjemniejsze, żadna niespodzianka. Moim zdaniem, jako baza wypadowa – super. Miasto samo w sobie kolorowe, trochę roztrzepane, ale z fajnym klimatem. Sporo wulkanów w okolicy, w tym Cerro Negro a volcano boarding, ale o tym potem. Zabytki, galeria, muzeum. Podobałoby mi się jeszcze bardziej, gdybyśmy akurat tu nie zostali rozłożeni na łopatki przez covida. W sumie i tak mieliśmy szczęście, że tak późno nas dorwał.



Las Peñitas/Poneloya
11-16/12 (Cabañas Rusticas)



Z León nad ocean pojechaliśmy taksówką. Da się autobusem, bo to naprawdę żabi skok od miasta, ale wiecie, covid… Cabañas Rusticas to takie proste domki 10 minut od plaży, przy drodze głównej, mniej więcej równo oddalone od Poneloyi i Peñitas. A po sąsiedzku apteka, co okazało się zbawienne. Właściciele (Kanadyjczycy) bardzo mili i pomocni. Duży potencjał, na pewno opis byłby bardziej entuzjastyczny, gdybyśmy byli zdrowi. A tak, byliśmy nad oceanem i wmuszałam w siebie ryby (które normalnie kocham), a głupie choróbsko zabrało mi cały apetyt.



Co do plaży i oceanu, idealne do długich spacerów i oglądania zachodów słońca. I dla surferów. Pływać się nie da, można się pluskać, fale są rozbrajające. Polecam również wypad do pobliskiego lasu namorzynowego w Reserva Natural Isla Juan Venado, gdzie można rownież zostać świadkiem wypuszczania małych żółwi do oceanu.

Granada
16-19/12 (Hostal Mochilas)



Backpackersi spotykani po drodze, pytani, które miasto wolą, León cze Granadę, zdecydowanie wybierali to pierwsze. A mi, nie wiem w sumie dlaczego, lepiej było w tym drugim. Akurat może mniej turystów było (w okolicy nie ma wulkanu do zjeżdżania na desce), choroba minęła, bardziej kameralne wycieczki (Laguna Apoyo, wulkan Mombacho). Klimat nadchodzących świąt, mercado jakoś znośniejsze, nie wiem, wspominam Granadę cieplej.



Hostal Mochilas – centralnie, ale na ubocznej uliczce, więc da się wyspać. Pokoje prywatne przestronne, dormitoria maciupkie i duszne, personel pomocny. Poziom hałasu zależny od ekipy nocującej aktualnie w hostelu (as always).
Ometepe
Altagracia 19-22/12 (Hospedaje Bananas), Balgue 22-26/12 (Hostal Asi Es Mi Tierra), Moyogalpa 26-27/12 (Rustic House Hostel)



Z Granady pojechaliśmy do Rivas, bo właśnie stąd odpływa prom na Ometepe. A Ometepe nie dość, że jest wyspą na jeziorze, to jeszcze ma dwa wulkany:Concepción (czynny) i Maderas (nieczynny). Nie da się ukryć, klimat wyjątkowy, a dla nas idealne miejsce na przeczekanie świąt bożonarodzeniowych.Zmienialiśmy na wyspie noclegi, żeby lepiej poznać wyspę i mieć lepszą bazę do każdego z wulkanów. Są co prawda chicken busy, ale nie jeżdżą na tyle często, żeby swobodnie móc się wspiąć na wulkan i wrócić do hostelu. Można spokojnie wypożyczyć motory lub rowery. Oprócz wulkanów jest tu masa różnych innych atrakcji (wodospady, wędrówki, kajaki, dziwne sekciarskie wspólnoty (sorry, oceniam, mam bardzo podejrzliwe podejście do takich wspólnot). Jest co robić.



Samo miejsce ma w sobie coś, co trudno opisać, jest trochę surowe, nieokrzesane, ale przez to autentyczne. Nie ma tu sieciówek, nie ma wielkich kurortów. Są proste noclegi, jedzenie w lokalnych jadłodajniach, i widoki, które rekompensują wszystkie trudności.

Za widoki, ciszę, gościnność i banany – Hospedaje Bananas. Hostel Asi Es Mi Tierra – na pewno lepsza lokalizacja, ale jakoś trudniej mi tam było, Rustic House – byliśmy jednymi z pierwszych gości, więc z jednej strony super czysto i świeżo, z drugiej, tu czegoś brakowało, tam czegoś nie było, ale spoko miejscówka na poranny prom.
Rivas
27-28/12 Hostel Julieta
Ostatni przystanek przed kolejnym krajem. Rivas nie jest turystyczne, to raczej miasto tranzytowe, przez które przejeżdża się w drodze na Ometepe lub do Kostaryki. Tak też było w naszym przypadku. Hostel Julieta – nie polecam, myślę, że można znaleźć lepsze, przyjemniejsze, albo cichsze/większe pokoje bez zdewociałej właścicielki w mieście bez problemu. Człowiek uczy się na błędach, ja lubię wszystko planować, a w Rivas naprawdę nie ma takiej potrzeby. Lepiej się przejść po mieście i najpierw zobaczyć lokal, niż wybierać pierwszą najtańszą Julietę z bookingu. Be aware!
Więcej o poszczególnych przystankach już wkrótce.