
Wulkany, quetzale i Majowie.
Przyszedł czas na podsumowanie Gwatemali. Ze wszystkich krajów Ameryki Centralnej to właśnie tu spędziliśmy zdecydowanie najwięcej czasu (ok. 4 miesięcy), a i tak nie udało się zobaczyć wszystkiego, co chcieliśmy. Od morza do morza, wyjątkowa kultura, tradycje, kolonialne zabytki, wulkany, ruiny Majów, największe mercado w Ameryce Środkowej, quetzale, jaskinie, kawa, czekolada, nauka hiszpańskiego, i tak można by wymieniać. Jest to kraj, w którym, niezależnie od tego, jak lubisz podróżować i co lubisz robić podczas swoich wypraw, nie będziesz się nudził. Specjalnie nie wspominam o kuchni, bo, mówcie sobie, co chcecie, jedzenie ogólnie w CA (Central America) nie przypadło nam do gustu, a Gwatemala okazała się być idealna na zgubienie kilogramów. Wszystko to, co przybraliśmy objadając się pysznymi tortas przez dwa miesiące w Meksyku zgubiliśmy w Gwatemali przez tydzień.

Gwatemala City

Do Gwatemali przylecieliśmy z Kanady. Stolica nie była naszym celem; potraktowaliśmy ją jako punkt przesiadkowy. Szybkie przejście, wymiana walut, i dalej w trasę. To nie tak, że Miasto Gwatemala nie ma nic do zaoferowania, ale uważam, że nie jest najlepszym punktem do rozpoczęcia przygody z Ameryką Centralną. Chociaż może jest? Nie wiem. A Wy? Co sądzicie?
Jeśli kusi Was zwiedzanie stolicy, to polecam Zony 1, 4, 10 i 13. Zona 1 – historyczne budynki, plac, katedra i lokalne targowisko. Zona 4, zwana Brooklynem Gwatemali, dużo sztuki ulicznej, kafejek i restauracji. Zony 10 i 13 to muzea i hotele, restauracje z wyższej półki. Te części miasta uważane są za najbezpieczniejsze i najbardziej międzynarodowe.
Jezioro Atitlán

Wokół leżącego na ok. 1600 m n.p.m. i otoczonego trzema wulkanami jeziora Atitlán znajduje się 13 miasteczek, a każde z nich ma swój własny, wyjątkowy klimat. Z jakiegoś powodu wybrałam San Pedro la Laguna, choć jego fama mekki dla imprezowiczów nie pasowała do nas ani trochę. Mieszkaliśmy na tyle daleko od brzegu jeziora, że nie zauważaliśmy tłumów gringos, ale pech chciał, że akurat trafiliśmy na obchody patrona miasta. Fajerwerki dniami i nocami i takie fest imprezy.
Obojętnie jakie miasteczko się wybierze, zwiedzanie innych nie jest trudne, wystarczy wsiąść na łódkę (transport publiczny). San Marco jest hippie, fancy-pancy – joga na tarasie z widokiem na jezioro i wulkan, kombucha i ceremonia kakao. San Juan trochę bardziej artystyczny vibe. Tzuzuná – mała, spokojna, lokalna. Panajachel jako największe miasteczko nad jeziorem jest idealne jako baza zaopatrzeniowa (zakupy w większych sklepach czy wyciągnięcie gotówki z bankomatu) czy transportowa. Santa Cruz – dla widoków i bardziej lokalnej atmosfery.
Podsumowując, nad jeziorem można zostać tygodniami mając zawsze coś ciekawego do roboty. Oprócz zwiedzania miasteczek, kąpieli w jeziorze, wizyt na plantacji kawy, brania udziału w różnych dziwnych ceremoniach, są tu też trzy giganty: wulkany Atitlán, San Pedro i Talimán, na które można się wspiąć czy Nos Indianinia, wspaniałe miejsce do podziwiania wschodu słońca nad jeziorem.
Quetzaltenango (Xela)




Dzięki wolontariatowi w Casa Seibel, jednym z najpopularniejszych wśród backpackersów hostelu, pewnie byśmy nie trafili do Xeli, a warto. Miasto jest idealną bazą do wycieczek na wulkany, gorące źródła, do okolicznych wiosek (stare kościoły) czy nauki hiszpańskiego. Wszystko to w znacznie bardziej autentycznej atmosferze niż Antigua. Piszę krótko, ponieważ postów związanych z Quetzaltenango było dużo, wystarczy, że klikniecie tu: XELA i zobaczycie, co oferuje moje ulubione gwatemalskie miasto.

Cobán

Cobán to stolica departamentu Alta Verapaz, regionu kawy i kardamonu, znacznie cieplejsza niż Xela. Nasz pobyt był krótkim przystankiem w drodze na północ i choć miasto samo w sobie nie zrobiło na nas wielkiego to poszukiwania krokodyla żyjącego w parku narodowym Las Victorias zapamiętamy na pewno.
San Agustín Lanquín i Semuc Champey

Semuc Champey to miejsce, do którego jedzie się, żeby zanurzyć się w turkusowych kaskadach rzeki Cahabón. Oprócz pluskania się w wodzie można tu wejść na mirador, z którego rozciąga się taki widok, jak na załączonym zdjęciu (chyba, że akurat pada i jest pochmurno i kaskady są zalane błotem – tak, to właśnie się przydarzyło podczas naszej wizyty). Są też inne atrakcje, łącznie z eksploracją podwodnej jaskini ze świeczką. Ave run!
My zatrzymaliśmy się w pobliskim miasteczku, Languin, gdzie znajduje się kolejna atrakcja – jaskinie (Grutas de Lanquín), raj dla “spelunkowców” i wielbicieli nietoperzy.

Flores

Flores to mała wyspa-miasteczko na jeziorze Petén Itzá. Urokliwe, kolorowe miejsce, do którego spacerowaliśmy dzielnie każdego dnia z Santa Elena. Zwiedzanie Flores to przede wszystkim spacer kolorowymi uliczkami, które z każdej strony oferują widoki na jezioro. Warto wybrać się na nabrzeże o zachodzie słońca, usiąść w jednej z knajpek na wodzie i patrzeć, jak niebo zmienia kolory nad Petén Itzá. Dla większości turystów, Flores to baza wypadowa do ruin miasta Majów Tikal, czy Yaxhá. Stąd też wyjeżdżają wyprawy do El Mirador. Z innych atrakcji – rejsy po jeziorze, wycieczki na drugą stronę jeziora do San Miquel czy huśtawkę, z której skacze się do wody.
El Mirador



To była wyprawa życia. Pięć dni w dżungli Petén, bez zasięgu, bez prądu, bez wygód. El Mirador to ruiny, które robią wrażenie rozmiarem (La Danta to największa piramida na świecie) i klimatem. Drzemki w hamakach, pobudki o świcie, wycie wyjców i tarantule w nawet-nie-sławojce.

El Remate

El Remate to niewielka miejscowość nad jeziorem Petén Itzá, między Flores a Tikal. Mieliśmy tu odpocząć po trekkingu. Cały czas stosunkowo łatwy dostęp do Eleny czy Flores, za to tak prawdziwie wczasowo nad jeziorem. Fajna alternatywa do Flores, jeśli miasto-wyspa wyda się Wam zbyt tłoczne czy głośne.
Tikal

Tikal to jedno z najważniejszych stanowisk archeologicznych Majów, ukryte w dżungli Petén. Imponujące piramidy, świątynie i place wyłaniające się z gęstej zieleni robią ogromne wrażenie, zwłaszcza o świcie, kiedy las budzi się do życia. To miejsce, które warto zobaczyć, nawet jeśli wcześniej było się w El Mirador, choć polecam odwrotną kolejność.
Wyjazd i wjazd
Wiecie, że jak wjeżdżacie do Gwatemali, Nikaragui, Hondurasu czy Salwadoru i dostajecie 90 dni pobytu, to te trzy miesiące są na te wszystkie kraje razem wzięte? Dla nas to było za mało, więc jak już byliśmy w Petén, to tak nam wyszło, że zrobimy sobie małą wycieczkę do Belize i Meksyku, i wrócimy przez Chiapas do Xeli po kolejne 90 dni w CA4.
Z El Remate do Melchor de Mencos/Talisman jest bliziutko i jeździ tam transport publiczny, ale postanowiliśmy przekroczyć granicę vanem turystycznym, jako że Paweł jeszcze nie doszedł do siebie po treku w dżungli.
A wracaliśmy z Meksyku przez El Carmen (Chiapas).
Antigua

Po powrocie z Meksyku spędziliśmy kolejny miesiąc w Xeli i tak długo się zbieraliśmy do Antigui, że akurat kierowcy autobusów zaczęli strajkować i przez kolejny tydzień nie mogliśmy opuścić miasta.
Zabytkowa i wpisana na listę UNESCO Antigua to kolonialna perła Gwatemali, która w naszym przypadku pojawiła się na końcu trasy. Brukowane uliczki, kolorowe kamienice, wulkany w oddali. Ma najbardziej fotogeniczne ulice w Gwatemali, najlepiej zachowaną kolonialną architekturę w Ameryce Środkowej i widok na trzy wulkany z centralnego placu. Spacerowaliśmy, patrzyliśmy, robiliśmy zdjęcia. Antigua jest urocza, ciekawa, być może nawet zachwycająca, ale niekoniecznie “moja”.
Wyjazd z Gwatemali do Salwadoru
Pożegnanie z Gwatemalą nastąpiło przez przejście graniczne Ciudad Pedro de Alvarado (po stronie gwatemalskiej) / La Hachadura (po stronie salwadorskiej). Jechaliśmy chicken busami: najpierw z Antigui do Escuintli (ok. 20 Q, ok. 90 minut), potem dalej w stronę granicy (ok. 70 Q, 2–3 godziny). Uwaga – my mieliśmy jeszcze przesiadkę w Chiquimulli, więc pamiętajcie, żeby nie wyrzucać biletu. Samo przejście graniczne było sprawne, bez większych problemów.
La Frontera – Sonsonate ($0.90, 90 – 120 min), i ostatnia część przygody: Sonsonate – Santa Ana ($0.70, 60-90 min).
Dla ceniących szybkość – można jechać bezpośrednio autokarem typu Pullman ze stolicy albo turystycznym shuttle (ok. $40).
Jest też inne przejście graniczne – Las Chimanas, ale łatwiej do niego jechać z Miasta Gwatemala. Antigua – Guate (Q15-20, 60-90 min), Guate – Las Chimanas (Q30-50, 3h), Las Chimanas – Santa Ana ($1-2, 90-120 min).
I tak oto Gwatemala została za nami.